Marek Zub w GKS Bełchatów

Marek Zub został nowym trenerem GKS-u Bełchatów. 51-letni szkoleniowiec związał się z „Brunatnymi” umową do końca bieżącego sezonu z opcją przedłużenia na kolejny rok. Na stanowisku pierwszego trenera zastąpił Kamila Kieresia.

Walka o utrzymanie
Nowy trener bełchatowian otrzymał od włodarzy klubu zadanie bezpiecznego utrzymania drużyny w Ekstraklasie. Wyniki GKS-u nie były w ostatnich tygodniach najlepsze. Winą za ostatnie niepowodzenia obarczono dotychczasowego trenera Kamila Kieresia, którego warsztat trenerski mimo wszystko bardzo sobie w Bełchatowie ceniono. Mimo nie najlepszej końcówki rundy jesiennej postanowiono, iż szkoleniowiec przepracuje z zespołem okres przygotowawczy i będzie walczył o jak najwyższą pozycję w lidze na wiosnę. Podopieczni Kieresia zaliczyli jednak falstart, który skutkował spadkiem w dolne rejony ligowej tabeli. Pięć porażek w sześciu wiosennych meczach zmusiło działaczy do poszukania na ławce trenerskiej innych rozwiązań. Wybór padł na Marka Zuba, który w Bełchatowie już pracował 8 lat temu, ale w roli drugiego trenera. Był to dobry okres zarówno dla szkoleniowca jak i klubu, który święcił wówczas największe sukcesy w swojej historii. Asystent ówczesnego trenera Oresta Lenczyka walnie przyczynił się do jedynego w historii wicemistrzostwa Polski dla GKS-u Bełchatów.

Trener bez charyzmy
Pochodzący z Tomaszowa Lubelskiego szkoleniowiec w przeszłości był piłkarzem, ale oszałamiającej kariery nie zrobił. Przygodę w roli zawodnika zakończył zresztą dość szybko, gdyż w wieku 26 lat. Występował m.in. w: Hetmanie Zamość, Igloopolu Dębica, FC Piaseczno, Polonii Warszawa oraz belgijskim Lorrain Arlon. Na początku swojej kariery trenerskiej próbował swoich sił m.in. w Okęciu Warszawa, Mazowszu Grójec, KS Łomianki, Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. W 2006 roku został asystentem Oresta Lenczyka w GKS-ie Bełchatów. Dobra praca w drużynie, która została wicemistrzem kraju wzbudziła zainteresowanie ze strony Widzewa Łódź, który zwolnił wówczas ze stanowiska trenera Michała Probierza. Zwolennikiem Marka Zuba w łódzkim klubie był właściciel Widzewa, Sylwester Cacek. Mimo, iż nowy szkoleniowiec łodzian miał dużo czasu na wprowadzenie swoich zmian w zespole, zupełnie sobie nie poradził. Punktów zdobywał niewiele a drużyna na boisku prezentowała się bardzo słabo. Widzew zaczął staczać się po równi pochyłej, aż w końcu w oczy zajrzało mu widmo spadku. Na domiar złego za kadencji trenera Zuba widzewiacy przegrali pierwszy od 11 lat mecz derbowy z ŁKS-em. Media oraz kibice zarzucali szkoleniowcowi brak charyzmy. Trener Zub nie wyrażał swoich emocji zbyt dosadnie, nie podpowiadał w zbyt energiczny sposób swoim podopiecznym przy linii bocznej. Poziom, jaki prezentował czterokrotny mistrz Polski pozostawiał wiele do życzenia a kibice na trybunach dość dosadnie dawali do zrozumienia, iż nie podoba im się to, co dzieje się z klubem. Po kompromitującym meczu z Polonią Bytom w Łodzi Marek Zub przestał być trenerem łodzian. Do końca pozostały cztery mecze, ale Widzewowi nie udało się utrzymać w Ekstraklasie. Przez kolejne niemal dwa lata piastował w Widzewie funkcję dyrektora sportowego. Wyniki Widzewa znacznie się wówczas polepszyły. Grający na zapleczu Ekstraklasy Widzew wygrywał właściwie wszystko a do drużyny zaczęli przychodzić bardzo wartościowi zawodnicy. To w tym okresie kontrakty z łodzianami podpisywali Marcin Robak, Maciej Mielcarz, Darvydas Šernas, Dudu Paraiba, Jarosław Bieniuk czy Krzysztof Ostrowski.

Sukcesy na Litwie
Po tym, jak ostatecznie pożegnał się z Widzewem, pracował w drużynie Polonii Warszawa. Był tam asystentem pierwszego trenera. W 2012 roku nowy selekcjoner reprezentacji Polski Waldemar Fornalik zaproponował szkoleniowcowi pracę jako asystent w budowanym przez niego sztabie szkoleniowym. Trener Zub chciał jednak tworzyć inną historię, czuł głód cotygodniowej walki o ligowe punkty. Przyjął posadę pierwszego trenera litewskiego Žalgirisu Wilno. Za wschodnią granicą szkoleniowiec pokazał swój prawdziwy kunszt. Niemal od razu jego nazwisko zaczęło być rozpoznawalne na Litwie. W pierwszym roku swojej pracy zdobył ze swoją drużyną wicemistrzostwo kraju. W kolejnych dwóch sezonach jego drużyna nie dała szans nikomu i dwa razy sięgnęła po mistrzostwo. Za kadencji polskiego szkoleniowca Žalgiris zdobył także trzykrotnie puchar kraju. 51-letni szkoleniowiec traktowany był w Wilnie jak ktoś wyjątkowy a piłkarze mając na względzie pracę, jaką wykonał dla drużyny, podrzucali swojego opiekuna na środku boiska jak prawdziwego ojca sukcesu. Litwini oszaleli ze szczęścia również podczas rozgrywek Ligi Europy. Z polskim szkoleniowcem na ławce trenerskiej drużyna z Wilna w 2013 roku pierwszy raz w historii awansowała do fazy play-off. Najpierw jednak w dwumeczu okazała się lepsza od Lecha Poznań.

Damian Rybusiewicz

Email
Print